Blog

Cz. 3 Wassermann - 20 tys. motywów nienawiści

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jesienią 2016 r. poinformowałem pisemnie Małgorzatę Wassermann o wycieku z Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold dokumentów korzystających z ochrony prawa. Przewodnicząca nie podjęła w związku z tym żadnych działań. Potencjalnie wyciek taki zagrażał zarówno pracom Komisji, jak i pozostającym w jej dyspozycji materiałom prawem chronionym, w tym informacjom niejawnym (dawna tajemnica państwowa). W przypadku afery Lwa Rywina, dzisiejszy Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro twierdził, że zachowując w tajemnicy potencjalne przestępstwo, o którym ówczesny premier Leszek Miller został poinformowany, Miller miał sam dokonać poważnego naruszenia prawa. Tymczasem Małgorzata Wassermann, dysponująca aktami sprawy Amber Gold obejmującymi chociażby dane osobowe (w tym adresowe) ponad 20 tys. pokrzywdzonych, funkcjonariuszy prowadzących w niej czynności i innych osób, a także dokumenty objęte klauzulą tajności, nie uznała za zasadne nadanie sprawie biegu.

Podobnie zignorowano moje zastrzeżenia co do obiegu przekazywanych doradcom Komisji dysków zewnętrznych z danymi, w tym z materiałami objętymi klauzulą tajności. Jak udało mi się dowiedzieć, zwracany przeze mnie dysk miał najprawdopodobniej trafić do innego współpracownika Biura Analiz Sejmowych lub innej jednostki organizacyjnej Sejmu. Jest to niedopuszczalne, gdyż brak pewności, że nawet profesjonalnie usunięte (a nie jedynie wykasowane) dane nie zostaną w późniejszym czasie odtworzone przez osobę nieuprawnioną. Moje uwagi co do tego uznano za „szukanie dziury w całym”, w związku z czym zamiast zwrócić mój dysk zażądałem potrącenia jego wartości z mojego wynagrodzenia i samodzielnie bezpowrotnie zniszczyłem dane. Nie mogłem go zwrócić nie mając pewności, że zostanie w sposób trwały zutylizowany, gdyż oprócz powierzonych mi materiałów zawierających ponad 20 tys. danych osobowych (w tym również adresowe, niekiedy korzystające ze szczególnej ochrony prawnej dane wrażliwe o karalności czy zdrowiu psychicznym) wszystkich pokrzywdzonych, świadków, podejrzanych, urzędników państwowych i funkcjonariuszy organów ścigania oddelegowanych do czynności w sprawie, a także setek podejrzanych i pokrzywdzonych w innych, niekoniecznie związanych z tematem Amber Gold postępowaniach karnych, z których akta także otrzymałem, przechowywałem na nim również pozyskane przeze mnie samodzielnie materiały dot. Amber Gold, w tym potencjalnie umożliwiające identyfikację grupową lub jednostkową informatorów. Było to dla mnie naturalne, skoro dysk miał służyć do obsługi tej i tylko tej sprawy.

Nieodpowiedzialne traktowanie nośników danych rodziło ryzyko, że te wszystkie, niekiedy też wrażliwe – korzystające ze szczególnej ochrony prawa, dane o osobach postronnych, zazwyczaj włącznie z ich domowymi adresami, wypłyną w nieznanych okolicznościach i miejscach, hipotetycznie mogły też po umyślnym lub wynikającym z niedbałości upublicznieniu posłużyć do np. wywierania niedozwolonego nacisku na świadków poważnych przestępstw. Niektórzy członkowie Komisji byli w tym zakresie skrajnie nieodpowiedzialni, jakby w ogóle nie zdawali sobie sprawy z konieczności dochowania profesjonalizmu, a moje merytoryczne uwagi i zastrzeżenia w wymienionym zakresie traktowali w kategoriach krytyki politycznej, zgodnie z zasadą: swój nigdy nie krytykuje, zawsze popiera.

Zgłaszałem również członkom Komisji niezgodne z prawem zachowanie funkcjonariuszy ABW, którzy dokonując wywiadu środowiskowego m.in. zadawali rozpytywanym osobom pytania w sposób sugerujący moją działalność przestępczą. Jak się później dowiedziałem i na co dysponuję pisemnym potwierdzeniem, ABW nie podejmowało względem mnie tych czynności, co oznacza, że albo były to osoby podszywające się pod funkcjonariuszy, albo funkcjonariusze „po godzinach” prywatnie zbierali na mój temat wiadomości, co jest o tyle prawdopodobne, że po zapoznaniu się z materiałem dowodowym wskazywałem wówczas w moim sprawozdaniu właśnie nieprawidłowości ze strony funkcjonariuszy tej służby. W mojej ocenie zebrany w sprawie Amber Gold materiał dowodowy wskazywał na ich celowe zaniechania jako główny powód kilkuletniej bezpiecznej działalności Marcina P. Sprawy w żaden sposób nie wyjaśniono. Fakt, że nieznane osoby posługujące się, być może sfałszowanymi, legitymacjami funkcjonariuszy ABW dokonują bez podstawy prawnej czynności w otoczeniu Sejmowej Komisji Śledczej nie wzbudził żadnego zainteresowania członków tejże Komisji.

Wskutek tych wszystkich okoliczności, a być może przede wszystkim wskutek sporządzenia zamówionego u mnie przez Komisję raportu z analizy materiału dowodowego w sprawie Amber Gold, którego wnioski jednoznacznie wykluczały już w 2016 r. jakąkolwiek odpowiedzialność Donalda Tuska, za to wskazywały tożsamość osób odpowiadających poza małżeństwem P. za popełnienie tego przestępstwa (w tym osoby objęte protekcją przez urzędników powołanych przez nowy rząd PiS), Małgorzata Wassermann zaprzestała ze mną kontaktu, nie doczekałem się odpowiedzi ani na zgłoszenie pisemne, ani na ostatnią wiadomość mailową. Przewodnicząca Komisji zaczęła nawet mówić dziennikarzom, że nie wie kim jestem, jakie mam kompetencje by doradzać Komisji, i że rzekomo widziała mnie tylko raz w życiu. Nie było to prawdą, spotkań było zdecydowanie więcej, a raczej trudno też uwierzyć w jej brak wiedzy na temat powodów zaangażowania mojej osoby do prac Komisji, skoro po weryfikacji mojego CV głosowała za powołaniem mnie nie tylko na stanowisko doradcy, ale również zaklasyfikowała mnie do kategorii najwyższego uposażenia w wysokości 10 tys. zł miesięcznie, co jak podpowiada logika musiało mieć bardzo ważny i wiadomy jej powód.

Kilka miesięcy później należące do mnie nośniki danych stały się celem rozboju dokonanego przez osoby z najbliższego otoczenia kooperanta jednego z członków Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Napad został bardzo starannie przygotowany, a poprzedziło go kilkumiesięczne nawiązywanie ze mną znajomości przez młodą kobietę, podającą się za ofiarę przemocy w rodzinie. Osoba ta wpuściła na miejsce umówionego ze mną spotkania kilku przestępców. Śledztwo w sprawie przejął zaprzyjaźniony od 20 lat z rodziną Wassermannów prokurator Mariusz Giemza z Kielc. Jego ojciec, Józef Giemza, był zaufanym prokuratorem Zbigniewa Wassermanna i Zbigniewa Ziobry, odpowiedzialnym m.in. za prowadzone przez kielecką prokuraturę polityczne śledztwa przeciwko dziennikarzom, m.in. Bertoldowi Kittelowi (niedawno ABW usiłowało postawić członkom jego ekipy absurdalne zarzuty propagowania nazizmu). Nagrodą za lojalność było powołanie Józefa Giemzy do prokuratury krajowej a następnie powierzenie stanowiska szefa Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Natomiast Mariusz Giemza w kuriozalnych okolicznościach, wbrew dowodom przypisywał mi winę za... rzekome nękanie (stalking) sprawców rozboju(!), a jednocześnie ignorował dowody ich bezspornej winy, w tym zaprotokołowane przyznania się do winy i opinie biegłych sądowych. Jednocześnie usiłował przejąć to, czego złodzieje nie zdołali podczas napadu ukraść, m.in. występował do mojego wydawcy o ujawnienie miejsca przechowywania redakcyjnego laptopa i tabletu, czyli sprzętów zawierających... materiały korzystające z ochrony prawa prasowego. Zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego, z uwagi na zachodzący konflikt interesów, Mariusz Giemza powinien zostać niezwłocznie odsunięty od prowadzenia tej sprawy, a w celu zachowania obiektywizmu śledztwo powinno trafić do innej prokuratury, co oczywiście nie miało miejsca.

Niezwykle trudno uznać powyżej przytoczone wydarzenia za zbiegi okoliczności, wszystko wręcz wskazuje na to, że celem działania pewnych osób było pozyskanie danych identyfikujących m.in. moich informatorów, przy czym dane te zostały już dawno temu trwale zutylizowane i dzisiaj ich odtworzenie fizycznie nie jest już możliwe.

Jak zawsze Małgorzata Wassermann została pisemnie poinformowana o nieprawidłowościach.


Kazimierz Turaliński

17 kwietnia 2019 r.

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Jerozolimskie 85 lok. 21
02-001 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria
  TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Sądowa 7
41-605 Świętochłowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

 




Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego dostępnych w Wydawnictwie Prawno-Ekonomicznym Artefakt.edu.pl:

 

x