Blog

Prawda o Sumlińskim i Masie

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Wojciech Sumliński jest doświadczonym dziennikarzem, który z pewnością musiał wiedzieć to, co nie było tajemnicą dla większości jego branżowych kolegów – „Masa” jest aktywnym przestępcą chronionym przez skorumpowanych urzędników państwowych. Dlaczego więc rzekomy obrońca prawdy nawiązał współpracę z kryminalistą? Powody mogą być banalne i na pewno nie mają nic wspólnego z teoriami spiskowymi. To nie służby specjalne, nie WSI, nie FSB, nie ABW i nie emeryci z SB zamknęli Masę za kratami, tylko rzetelni policjanci właśnie niebawiący się w politykę.

 

Kim był Masa? Niezwykle groźnym gangsterem, chełpiącym się znęcaniem seksualnym nad słabymi kobietami, wulgarnym i chciwym, a do tego nielojalnym. Przez lata donosił na swoich kolegów, a jednocześnie dzięki ich protekcji zarabiał ogromne pieniądze. Wszystko to skończyło się, gdy przez półświatek przestępczy przeszła fala zabójstw. Wtedy przeszedł na stronę od „trzepakowej mafii” silniejszej policji i zaczął zeznawać. Zeznania te faktycznie pozwoliły zamknąć za kratami większość „dyżurnych” podejrzanych, ale zarazem w procesowym ogniu okazały się one nadzwyczajnie mało wiarygodne. Rzekomo działającym na skalę globalną bossom udowodniono jedynie drobne występki, za które „szefowie mafii” dostali paroletnie wyroki – czyli takie jakimi szczyci się co drugi szalikowiec. W najważniejszych sprawach nie dano Masie wiary (liczne zabójstwa, rzekoma korupcja kadry kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy itp.), ale od pierwszego koronnego zależały kariery wielu ludzi pilotujących ten innowacyjny projekt, więc sława „pogromcy mafii” nie mogła ucichnąć.

 

Tłum co do zasady jest głupi (wybaczcie drodzy obrońcy demokracji – dla mnie zbyt szybko przechodzi ona w ochlokrację, którą w Sejmie i na ulicach obserwujemy od upadku komuny, zawsze więc byłem zwolennikiem rządów intelektualnej elity), z tego powodu bardzo szybko internet i żądne sensacji media nagłaśniać zaczęły skrzywiony obraz Masy. Już nie był on brutalnym i chciwym przestępcą, nowotworem żerującym na tkance społecznej, ale stał się celebrytą, wręcz bohaterem, którego dzieci proszą o autograf. Ludzie zaczęli mylić kryminalistę z szeryfem bez skazy, który rozbił mafię. Sęk w tym, że żadnej mafii nie było (były gangi i przestępczość zorganizowana), a sam Masa wcale nie był zbawicielem tylko jednym z najważniejszych warszawskich przestępców i do tego niezwykle szkodliwym. Gdy większość rozczytywała się w pisanych wspólnie z Arturem Górskim „komiksach” z życia „mafii”, wąskie grono ludzi z branży łapało się za głowę... Sam Masa wydawał się nie wiedzieć, co w nich pisał (mi groził procesem za słowa z jego własnej książki...), ani nie dostrzegał rozbieżności pomiędzy swoimi wypowiedziami a treścią protokołów z przesłuchań z czasu, gdy starał się o koronę i gdy już składał pierwsze zeznania jako świadek koronny. Co bardziej dociekliwi dziennikarze przyglądali się uważnie nowemu „autorytetowi moralnemu”, który na każdym kroku – z gazet, książek, portali internetowych i telewizji, pouczał społeczeństwo, mówił „jak żyć”. Jak twierdził: jest już nowym człowiekiem, uczciwym, zrehabilitowanym, a do tego (jego ulubiony tekst!) zweryfikowanym operacyjnie przez policję. Ci którzy go rzeczywiście sprawdzili wiedzieli, że to guzik prawda. Byli jednak latami wyśmiewani przez „tłum”, który dziś ma poważny problem...

 

Otóż, tłum może albo uznać, że dał się latami wodzić za nos wulgarnemu kryminaliście, albo poszukać dowodu, że jednak wcale aż tak głupi ten tłum nie jest. I tutaj z pomocą pojawił się Wojciech Sumliński. Pisarz ten niedawno wydał razem z Masą książkę, w której mają oni wspólnie ujawniać niesamowite historie dotyczące tej „prawdziwej” mafii, o której sam Masa miał się wcześniej bać mówić. Nagle jednak się odważył. Czy więc zatrzymanie idola tłumu, to zemsta służb specjalnych za ujawnienie kompromitujących ich tajemnic i tak naprawdę jest on niewinny niczym idąca do ślubu dziewica? Oczywiście, że nie.

 

Czytając słowa Masy można by dać im wiarę, pod warunkiem, że trafiłyby one do druku najpóźniej w 2003 roku. Po upływie 20 lat od założenia korony, nie mógł mieć on dostępu do żadnych nowych informacji (o ile kryminaliści spod trzepaka mogli dalej się z nim kolegować, to chyba nikt nie wierzy w to, że doświadczeni oficerowie WSI zwierzaliby się znanemu kapusiowi?), a te stare można bez trudu znaleźć w setkach jawnych i dostępnych dla każdego źródeł. Masa miał więc czas na zrobienie prasówki, przemyślenie wszystkiego i pouzupełnianie dziur w wiedzy fantastycznymi historiami, których po upływie tylu lat niestety nikt (poza jego kolegami) nie jest w stanie zweryfikować. Ot i gotowy bestseller.

 

Skąd w tym wszystkim Sumliński? Oczywiście, że on wcale nie potrzebował Masy do napisania tej książki, z tym że w tym miejscu wchodzimy na grunt działań nie służb specjalnych, a ekonomistów... Otóż, po skandalu z zarzutem plagiatu, pisarz ten nie mógł już liczyć na zbytnie rozszerzenie kręgu swoich czytelników, a pisze się przecież po to, by słowa trafiały do coraz większej liczby odbiorców. Przekonywanie przekonanych nie miało już dla niego sensu, a nowy rynek otwierała współpraca z Masą, niezwykle popularnym wśród młodzieży i znudzonych gospodyń domowych łaknących „pikantnych” historii z mafijnego łóżka. Czy przymknął oko na łatwo mu dostępną wiedzę o dalszej aktywności przestępczej współautora (w końcu to Sumliński pierwszy ujawnił fragmenty protokołów z przesłuchań Masy a dotyczących rzekomej współpracy Pruszkowa z SLD), czy dla spokoju sumienia w ogóle nie zweryfikował swojego nowego wspólnika? Tego nie wiem, ale nie wierzę w to, że sam Sumliński mógłby na poważnie przyjąć, że Masa wylądował w areszcie nie za prowadzoną od lat działalność przestępczą, ale za ujawnianie informacji na temat WSI. Taką historię mogą kupić osoby, które w ogóle nie znają tego środowiska i realiów. Gdyby ktokolwiek chciał zastopować Masę, to na etapie pierwszych telefonów i spotkań z Sumlińskim gangster zmarłby na zawał serca albo odstrzeliłby go nieznany sprawca, ewentualnie wrobiono by w jego egzekucję ludzi od Słowika. Przypomnieć trzeba, że śledztwo otwarto na kilka lat przed zakiełkowaniem myśli o wydaniu tej książki, a ruszyło ono z kopyta wtedy, gdy zeznania Masy nie były już prokuratorom potrzebne. O timingu zatrzymania zdecydował więc nie grafik wydawniczy, a pragmatyzm procesowy. Również błędem łączenie jest z tą sprawą zatrzymań Sumlińskiego na wyspach brytyjskich.

 

Reasumując – w najbliższym czasie powstaną liczne „sekty”, usiłujące przekonać cały świat, że po 20 latach służby specjalne dopadły szeryfa bez skazy, aby już wydrukowane książki Sumlińskiego nie znalazły nabywców. Gdyby tak miało być naprawdę, to Masa zostałby w taki czy w inny sposób wyeliminowany już po nawiązaniu kontaktu z pisarzem. Warto też wziąć pod uwagę historię życia tego świadka koronnego, jego status w środowisku przestępczym, ciężar gatunkowy popełnianych przez większość życia przestępstw i wiarygodne dowody na to, że z bandyckim rzemiosłem nigdy tak na poważnie on nie zerwał. Sam Sumliński nie jest w tym szumie teorii spiskowych bez winy, gdyż znając jego warsztat prasowy i kontakty w środowisku, bez trudu dotrzeć mógł do wiarygodnych doniesień o aktualnej działalności swojego współautora. Ba – mógł poczytać jego profil na Facebooku i zadać sobie pytanie, czy z tak wulgarną i nieszanującą innych ludzi osobą ja chcę być kojarzony? Czy ja chcę z nim wydawać książki? Czy będę po tym wiarygodny dla moich czytelników? Czy nie sprowadzi mi na głowę kłopotów? Pytań tych sobie najwidoczniej nie zadał i jedynie z tego powodu może czuć się poszkodowany, ale jeśli zrobi z tego kampanię reklamową swoich publikacji, to ja zacznę wierzyć w przeciwieństwo teorii spiskowej o intrydze służb i uznam, że dziś najlepszy interes to wydać książkę o WSI z kimś, kogo na dniach mają zamknąć...

 

Kazimierz Turaliński

 

Ps. Nie zrozumcie mnie źle – ludzi w Polsce często się w planowy sposób niszczy, podrzuca dowody ich rzekomej winy, przeinacza ich słowa, czy wręcz bezczelnie wrabia w cudze zbrodnie, ale absolutnie nie zachodzi to w tym przypadku.

 

22 maja 2018 r.

 

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Solidarności 115 lok.2
00-140 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria
  TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Jana Kochanowskiego 18/9
40-035 Katowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego:

 

x