Blog

Pożegnanie z POP-MAFIĄ

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Dzisiejsza POP-MAFIA przenosi do wirtualnego świata metody porachunków i budowy stref wpływów znane z krwawej wojny gangów lat 90-tych. Wystarczy wypić z „nieodpowiednią” osobą kawę na mieście, by trafić na czarną listę vendetty. Każdy chce przecież niepodzielnie rządzić na „dzielni” a brak posłuszeństwa nie może być tolerowany. To bardzo smarkaczowe podejście, ale jakie społeczeństwo – taka mafia. Według niektórych przypadkiem do tej wesołej ferajny wstąpiłem, więc niniejszym oficjalnie się wypisuję i zwracam legitymację klubową.

Przestępczością zorganizowaną zawodowo zajmowałem się łącznie przez niespełna 20 lat, nie zawsze jako dziennikarz i autor książek. Zdarzało mi się stać nad jeszcze ciepłymi czy świeżo wykopanymi w lesie zwłokami, więc spojrzenie na sprawę mam dość szerokie, podobnie jak znajomości w tym świecie. Tak jak wśród taksówkarzy, policjantów, murarzy i księgowych spotkać możemy przyzwoitych ludzi oraz łajdaków, tak samo sytuacja wygląda w półświatku. Współtworzą go osoby, które znalazły się tam ze świadomego wyboru i wyrachowania, splotu przypadkowych okoliczności życiowych, albo w wyniku uwikłania środowiskowego i rodzinnego – czyli w ogóle nie znające innego życia. Znajdziemy tam ludzi honoru, z którymi nie bałbym się zostawić córki, bo wiedziałbym, że nie pozwolą by spadł jej włos z głowy. Mogą być złodziejami, oszustami, czy gangsterami, nawet zabójcami, ale wiedzą gdzie przebiega ta cienka linia oddzielająca człowieka od bydlaka. Są też prawdziwe bestie niezasługujące na przymiot człowieczeństwa, których jedyne miejsce do życia to mury więzienia i które nie zasługują na drugą szansę. Poznałem i jednych i drugich - takie życie, taki zawód, taki świat.

Dziś zgłębiam to zjawisko już wyłącznie na potrzeby dalszych publikacji prasowych i książkowych. Zachowuję przy tym na tyle na ile jest to realnie możliwe obiektywizm, przeprowadzam wywiady ze wszystkimi stronami barykady i nie mam żadnych problemów z rozmową w cztery oczy z byłymi czy też z obecnymi graczami z „Miasta”, bez względu na to, czy siedzą w zakładach karnych, czy w pizzeriach. Często kontaktują nas wspólni znajomi. Wielu prosi o dyskrecję, zwierzają mi się ze swoich problemów czy spostrzeżeń, przekazują pewne informacje do dalszej weryfikacji. Część to oczywiście nieprawda – mylny trop, próba wybielenia się z własnych grzechów albo wyeliminowania moimi rękami ich konkurencji. Tak bywa, konflikty interesów i gry operacyjne to normalna sprawa, więc nie obrażam się o to. Dlatego badając jakiś wątek nigdy nie ograniczam się do opinii jednej strony. Wolę oceniać cudze słowa przez pryzmat twardych i obiektywnych dowodów. Czasami ktoś nieudolnie maskuje swoje niezbyt uczciwe intencje, ale temat który przynosi jest tak bardzo ciekawy, że mimo wszystko nim podążam zgłębiając go we własnym zakresie. Tak to w praktyce wygląda. To nie są rodzące emocje sprawy osobiste. Wręcz można powiedzieć, że to czysty biznes bez jakichkolwiek sentymentów. Ale nawet w takim obowiązują pewne reguły.

Jeśli ktoś z moich rozmówców zastrzega zachowanie jego słów w tajemnicy, to oczywiście nie ma takiej mocy na niebie i ziemi, abym złamał tajemnicę prasową. Obliguje mnie do tego nie tylko prawo, ale także etyka i lustro. I nie ma żadnego znaczenia, czy ta osoba jest kryminalistą, politykiem, czy księdzem – tajemnica to tajemnica i nie można jej złamać z uwagi na cechy informatora. Niektórzy jednak obowiązki wynikające z wykonywania dość specyficznego zawodu mylą z nawiązywaniem sojuszy, próbami dzielenia „tortu” czy zaanektowania mojej osoby do cudzej grupy (to ostatnie bywa bardzo pożądane z uwagi na moje kontakty, wiedzę prawniczą i na temat metodyki dokonywania zaawansowanych przestępstw gospodarczych). Z takim przypadkiem spotkałem się ponownie kilka dni temu. Jeden z bossów przestępczości narkotykowej lat 90-tych uznał, że kilka naszych rozmów kwalifikuje mnie chyba do grona jego „ludzi”, a fakt publikacji odmiennego od jego poglądu na pewne tematy skutkował próbą szantażowania mojej osoby, określania wulgarnymi słowami, czy wreszcie histerycznym atakiem – jak to na POP-MAFIĘ przystało przeprowadzonym oczywiście na Facebooku.

Jeśli ktoś pisze do mnie, że korzystając ze swoich możliwości w świecie mediów zniszczy mój autorytet jeśli do poniedziałku nie opowiem się przeciwko jego przeciwnikowi ze świata gangsterskiego i nie nagłośnię jego przywar, to traktuję to jako szantaż, a szantażystom NIGDY nie ulegam. Próba zmuszania mnie do czegokolwiek działa na mnie jak czerwona płachta na byka i od tego momentu szantażysta nie może już liczyć na zamianę ze mną nawet jednego słowa, już o jakiejkolwiek współpracy nie wspominając. To tak działa, zawsze i bez wyjątku. Podobnie nie robi na mnie wrażenia próba wulgarnego lżenia mojej osoby. Jednostronne przechodzenie na „ty”, rzucanie „mięsem” i wyzywanie obcego człowieka m.in. od „ciot” i „przygłupów” to dla mnie nie dowód siły, ale słabości, braku argumentów, co oczywiście mojego szacunku nie wzbudza. Mój szacunek można dostać jedynie na zasadach wzajemności. I nie ma dla mnie żadnego znaczenia, ile kałachów ma ktoś zakopanych w ogródku, ile ma milionów czy trupów na koncie. Gdyby to robiło na mnie wrażenie, to nie zajmowałbym się tym, czym się zajmuję.

Nie chciałem ujawniać, kto próbował mnie wykorzystać do swojej walki z dawnymi kolegami, ale niestety ta osoba sama zdekonspirowała się... histerycznymi wpisami oczywiście na moim profilu na Facebooku. Mimo to pominę jego wypowiedzi (oraz tożsamość) milczeniem. Nie chcę promować tej osoby i jej wyskoków. Zresztą, ten ktoś jest tylko i wyłącznie papierkiem lakmusowym tego, co teraz dzieje się w medialnym środowisku post-mafijnym. Tworzą się sojusze zwalczające konkurencję tak jak w epoce turnieju miast Pruszków-Wołomin, każdy chce zająć miejsce Mickiewicza i zdobyć rząd dusz Polaków, przy okazji zarabiając na tym, co popłacać nigdy nie powinno. Dawniej fortuny gromadzono na haraczach, płatnych zabójstwach i handlu narkotykami, dziś produkując o tej samej tematyce pseudo-intelektualne używki dla mas, takie tylko udające literaturę. Eliminacja Masy z rynku tylko zaostrzyła tę walkę, która może doprowadzić nawet do rozlewu krwi – ex-mafiozi mogą np. urządzić wirtualną ustawkę na serwerze counter strike'a, co zakończy się taką masakrą, do jakich dochodziło 20 lat wcześniej ;-) Ludzie rzucają się sobie do gardeł jak za starych dobrych czasów, a przecież każdy wie, że aby zyskać poklask blok-ekipy na dzielnicy, trzeba nie brać jeńców... I z tym właśnie nikt poważny nie powinien mieć nic wspólnego.

Jeśli więc ktoś pomylił moją osobę z aktywnym uczestnikiem tego cyrku, to pragnę oficjalnie sprostować tę pomyłkę. Jestem tutaj tylko obserwatorem i narratorem bieżących wydarzeń. Nie zawieram z nikim sojuszy, nie oceniam nikogo według podsyłanych mi gotowych scenariuszy, nie przekreślam z góry nikogo tylko za to, że kiedyś popełnił błąd i trafił za kraty, nie liczę „co mi się opłaca napisać”, nie wierzę ślepo w to co mówią mi informatorzy. Już sto razy miałem „pewny cynk” kto naprawdę odstrzelił gen. Papałę czy kto stał za setką innych głośnych zbrodni. I sto razy moi informatorzy oburzali się, że nie dałem im wiary na słowo, tylko drobiazgowo weryfikowałem ich twierdzenia, pytałem o dowody, świadków, wytykałem nieścisłości. Nie trudno zauważyć, że agresją reagują ci z nich, którzy na poparcie swoich słów nie mieli niczego, a w dodatku ich zeznania kłóciły się z już posiadaną przeze mnie i zweryfikowaną wiedzą. Często też podkopuje się autorytet moich źródeł wyciągając brudne plamy z ich życiorysu. Ale czy to, że ktoś np. kradł, sprawia, że jego weryfikowalna w innych źródłach dowodowych wiedza traci swoją wartość? To właśnie konflikty interesów powodują wypływanie na światło dzienne najciekawszych „kwitów”. Pewnie, że wolałbym pozyskiwać informacje od zakonnic, ale niestety słabym punktem tej koncepcji jest fakt, że o narkobiznesie, sutenerstwie, haraczach i zabójstwach posiadają one zwykle nikłe pojęcie. A co więcej na cudzą kryminalną przeszłość najczęściej narzekają... kryminaliści. Ot paradoks ;)

Problem z POP-MAFIĄ polega na tym, że to co było straszne w latach 90-tych, teraz jest po prostu śmieszne. Wtedy strzelano do ludzi, podkładano bomby i porywano konkurentów. Dziś podkłada się... świnie w komentarzach „na fejsie”. Kiedyś wyjaśniało się spory na gangsterskich rozkminkach (pozdrowienia dla bywalców pewnej polanki w kobyłkowskim lesie), dziś ubliża się w wiadomościach na messengerze a potem wrzuca do sieci screeny, by „ziomki” się dowiedziały... Dawniej walczono o miliardowe rynki narkotykowe, papierosowe, paliwowe, alkoholowe – dziś w puli jest kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy zł za książkę, po wydaniu której autor daje autografy i robi sobie na targach książki zdjęcia z fanami. Kiedyś git by „frajerom”, czyli zaślinionym fanom gangsterskich kreskówek, nie podał ręki, bo byłoby mu wstyd. I tak mafia stała się swoją karykaturą, w którą usiłuje wciągnąć coraz więcej mocnych nazwisk, tak by legendarni killerzy trafili na Pudelka obok gwiazd tak zacnych programów jak „Warsaw Shore” czy „Taniec z gwiazdami”. Bo gdzie fejm, tam lajki. Gdzie lajki, tam cash. Gdzie cash tam... "mafia"? ;) Ok, ale na pewno bez Turalińskiego.

 

Kazimierz Turaliński

28 maja 2018 r.

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Solidarności 115 lok.2
00-140 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria
  TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Jana Kochanowskiego 18/9
40-035 Katowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego:

 

x