Blog

Senator G. - on stoi za zamachem na dziennikarza śledczego?

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W nocy z 1 na 2 września nieznani sprawcy usiłowali podpalić mieszkanie znanego dziennikarza śledczego Krzysztofa M. Kaźmierczaka, od ponad 20 lat zaangażowanego w wyjaśnianie sprawy zabójstwa dziennikarza śledczego Jarosława Zientary. To właśnie 1 września – ale 1992 roku – skupiony na ujawnianiu wielomilionowych przestępstw ekonomicznych Zientara został uprowadzony a następnie zamordowany. W wyniku intensywnych działań Krzysztofa M. Kaźmierczaka sprawę zabójstwa wznowiono a do sądu po wielu latach trafił akt oskarżenia przeciwko prawdopodobnemu zleceniodawcy zbrodni – byłemu senatorowi Aleksandrowi G. Trudno nie łączyć tych wydarzeń i zbieżności dat dawnego morderstwa i dzisiejszego zamachu.


Kim był człowiek, który przed laty najpewniej zdecydował o zgładzeniu prowadzącego dziennikarskie śledztwo Ziętary a dziś być może podnosi rękę na kolejnego dziennikarza? Fragmenty jego życiorysu zawarłem w mojej pierwszej książce pt. Objawy Mafii – dziś koniecznie trzeba tamte słowa odkurzyć i przypomnieć, jak tworzący się w Polsce twór o charakterze mafijnym przejmował jednocześnie i gospodarkę i kryminalny świat przestępczy. Co ciekawe, kontrahentem senatora Aleksandra G. był Jarosław Sokołowski pseud. Masa – były świadek koronny, obecnie czynny przestępca (o czym wspominałem wielokrotnie), który kilka miesięcy temu groził mi śmiercią za weryfikowanie w Bytomiu kryminalnych działań jego samego i jego wspólników (można już ich nazwać grupą przestępczą). Sprawę zgłosiłem do prokuratury, która uznała że czynność groźby co prawda została dokonana, ale... nie powinienem się obawiać, bo przecież padła z ust już „skruszonego” gangstera. A to, że kilka dni później potwierdziły się moje doniesienia, że pozostał on czynnym przestępcą i m.in. odpowiada za korupcję funkcjonariusza Policji, to dla prokuratury mało istotny szczegół – po prostu jak bandyta grozi, że zabije, to dopóki nie ma trupa, to nie ma czym się przejmować. Ogólnie pojawia się więc w Polsce nowy trend do zastraszania dziennikarzy, w czym prokuratura nie zawsze widzi coś nagannego. Ale ad rem – poniżej fragment życiorysu i powiązań podejrzanego o zlecenie zabójstwa Jarosława Ziętary byłego senatora Andrzeja G.

Objawy Mafii, rozdział pt. Prywatny folwark

W nocy z 15 na 16 marca 1989 roku wprowadzono nowe prawo dewizowe, legalizujące zabroniony dotychczas handel obcymi walutami. Tej samej nocy, dokładnie o godzinie dwudziestej czwartej, koncesję nr 1 wręczono Aleksandrowi G. – absolwentowi Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu, byłemu funkcjonariuszowi SB i przyjacielowi ówczesnego wicepremiera Ireneusza Sekuły1, także agenta służb wywiadowczych. Obaj działacze przynależeli do PZPR, a następnie współpracowali z SLD oraz z tzw. Mafią Pruszkowską. Uruchomienie sieci kantorów na zachodnich przejściach granicznych skutkowało w pierwszych minutach od liberalizacji przepisów monopolizacją całego przygranicznego obrotu dewizami i odsunęło konkurencję od rynku. Realizacja przedsięwzięcia nie byłaby możliwa bez znacznej pomocy najwyższych urzędników państwowych. Jak twierdzi sam G., miał on osobiście prosić premiera Mieczysława Rakowskiego o zmianę niewydajnego ekonomicznie prawa dewizowego, a ten przychylił się do projektu. Inna wersja zakłada, że zgodę na to wyraził gen. Czesław Kiszczak – były szef WSW i wywiadu wojskowego oraz ówczesny minister spraw wewnętrznych. Punkty wymiany walut budowali w godzinach służby żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza. Pierwszy z nich powstał w Świecku, a jego otwarcie raz na zawsze zamykało epokę cinkciarzy. W ciągu niespełna roku czternaście kantorów G. osiągnęło, według przelicznika sprzed denominacji, bilion złotych obrotu. Wówczas, nomenklaturowy biznesmen z przeszłością w peerelowskich służbach specjalnych był już uważany za najbogatszego Polaka.

Zmiany prawne schyłku 1988 roku umożliwiły nieskrępowany, bezkoncesyjny import milionów litrów spirytusu. Ostatni komunistyczny rząd M. Rakowskiego wprowadził zapis o bezcłowym wwozie do Polski alkoholu przeznaczonego na prywatny użytek. Deklaracji granicznych w praktyce nie sposób jednak zweryfikować. Dobrze zorientowani i zawczasu przygotowani biznesmeni w ciągu tygodni zgromadzili olbrzymi kapitał na tzw. aferze alkoholowej, nazywanej także „Schnapsgate”. Tak jak w przypadku prawa dewizowego, już pierwszej nocy na wjazd do kraju oczekiwały wypełnione trunkiem cysterny. Pierwsze z nich granicę przekroczyły w kilka minut od wprowadzenia luki prawnej. Zakupiony za bezcen w zachodnioeuropejskich gorzelniach spirytus trafiał do polskich rozlewni, gdzie rozcieńczano go wodą i już jako markową wódkę przelewano do butelek. Jeden litr koncentratu dawał pięć do dziesięciu litrów napoju alkoholowego. Zyski potęgowało odsunięcie na boczny tor fiskusa. Każdorazowy import oznaczał dziesięciokrotny mnożnik zainwestowanego kapitału. Straty Skarbu Państwa z tego tytułu wyniosły setki milionów nowych złotych, a według niektórych szacunków sięgnęły miliardów. Gdy pozycja finansowa potentatów branży została ugruntowana, lukę w ustawie załatano, a import spirytusu obłożono bardzo wysokim cłem. Tym samym odcięto źródło dochodów potencjalnej konkurencji. Nadal jednak, każdego dnia wjeżdżały do Polski tiry pełne beczek drogocennego płynu. Dotychczasowi legalni importerzy stali się przemytnikami. Zdobyte wcześniej pieniądze umożliwiły skorumpowanie celników, budowę specjalnych dziupli, w których rozlewano alkohol do butelek oraz organizację sieci odbiorców końcowego produktu. Jednym ze sposobów upłynniania trunków bez banderol stało się otwieranie własnych sklepów, dyskotek i pubów, gdzie jednocześnie legalizowano zyski. W ten sposób bogacili się m.in. byli oficerowie SB, pruszkowscy gangsterzy, a później także mniejsze grupy, takie jak dolnośląski gang Carringtona.

Obok obrotu walutą i alkoholem, największe pieniądze przynosił w tamtych latach międzynarodowy handel bronią. Wielomilionowe kontrakty organizowali głównie ludzie powiązani z wywiadem wojskowym, największymi zaś wpływami na światowym rynku zbrojeniowym cieszyła się radziecka generalicja. Głównym rynkiem zbytu stały się kraje azjatyckie, Bliski Wschód, a wkrótce także Bałkany. Hurtowego obrotu bronią i wyposażeniem wojskowym podjął się również największy polski holding początku lat dziewięćdziesiątych, pod przewodnictwem powiązanej z Izraelem spółki Art–B. Dotychczasowa, oparta na koleżeńskich układach i politycznych sympatiach, skostniała branża podbita została wolnorynkową doktryną niskiej ceny i wysokiej jakości oferowanego sprzętu. Tym samym Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski odebrali zlecenia biznesmenom powiązanym ze światem polityki oraz z oficerami służb specjalnych. Przed konsekwencjami tych działań ostrzegał młodych przedsiębiorców Jerzy Dziewulski2, ówczesny dowódca jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie. Skalę niebezpieczeństwa branży obrazowała profesjonalnie przeprowadzona egzekucja Andrzeja Stuglika. Ten były oficer kontrwywiadu PRL, po przemianie ustrojowej został głównym specjalistą ds. rozliczeń dewizowych w Ministerstwie Finansów. Odpowiadał głównie za sprawy kantorów, kasyn gry oraz rozliczenia niektórych długów zagranicznych. W październiku 1989 roku przyjął pracę doradcy spółki, zajmującej się m.in. międzynarodowym handlem bronią. Przed śmiercią Stuglik oczekiwał ogromnych wpływów z transakcji realizowanej wspólnie z rosyjskimi służbami specjalnymi. Pieniędzy nie doczekał. Sprawcy nie wykryto.

Art–B była pierwszym prywatnym podmiotem, który otrzymał w III RP koncesje na handel bronią. Koronnym argumentem decydującym o jej przyznaniu pozostawały wpływy spółki w rządzie Kostaryki i u prezydenta tegoż kraju, za którymi iść miał kontrakt na sprzedaż 30 tys. karabinów KBK AK. Drugim odbiorcą broni miała stać się Malezja. Polskie władze zaoferowały Bagsikowi upłynnienie sprzętu wojskowego zalegającego w magazynach Ministerstwa Obrony Narodowej, w tym 200 czołgów, 67 samolotów MIG-21 oraz 3 okrętów desantowych. Spółka pośredniczyła też w zakupie przez Polskę nowoczesnego, izraelskiego wyposażenia, m.in. elektronicznych systemów wykrywania, silników samolotowych i systemów termowizyjnych dla statków i samolotów. Usługami holdingu zainteresowana była również policja, zwłaszcza importem z Ziemi Świętej broni, sprzętu antyterrorystycznego i samochodów. Sprowadzono próbne, testowe partie pistoletów i kamizelek kuloodpornych. Wkrótce Art–B przejęło długi fabryki w Łabędach, a na swą siedzibę wybrało warszawskie biura Bumaru3. Współpraca objęła także inne ośrodki produkcyjne, co umożliwiło samodzielne, tanie, wytwarzanie różnego rodzaju broni oraz hurtową jej sprzedaż do Syrii. Kolejnym celem stał się kontrakt pakistański. Realizację tego projektu przeprowadziła już jednak, powiązana z Urzędem Ochrony Państwa, spółka NAT. Ta sama spółka konkurowała z Art–B o dostawy zaopatrzenia dla polskiej armii. NAT oferowała rosyjski sprzęt, zapewne sprzedawany przez podmioty powiązane z tamtejszymi służbami specjalnymi – GRU lub KGB.

Podczas niezwykle spektakularnej akcji, na polecenie UOP-u oraz prokuratury, komandosi elitarnej jednostki GROM spacyfikowali biura holdingu, a za Bagsikiem i Gąsiorowskim rozesłano listy gończe. Pod kontrowersyjnymi zarzutami oszustw bankowych doprowadzono do rozbicia największego polskiego przedsiębiorstwa pierwszych lat III RP. Kontrakty zbrojeniowe Art–B zostały przejęte przez podmioty powiązane z polskimi i rosyjskimi służbami specjalnymi. Wcześniej Bagsik i Gąsiorowski zwrócili się do G. o wymienienie 4 bilionów złotych na 400 milionów dolarów. Worki z gotówką poleciały do Izraela, a G. objął stanowisko prezesa w bankrutującej spółce Art–B.

Interesy rodziny Kolasińskich oparto przede wszystkim na działalności spółki handlowej ItalmarCa oraz podległych jej podmiotów. Na początku lat dziewięćdziesiątych posiadały one wyłączność na import z Włoch alkoholi Campari i Martini, a także na wiele innych, dawniej deficytowych towarów. Prócz działalności gospodarczej, Marek Kolasiński angażował się także w politykę. Aktywnie wspierał m.in. prezydencką kampanię wyborczą Lecha Wałęsy, za co ten odwdzięczył się w późniejszej kampanii parlamentarnej Kolasińskiego. Były już prezydent, przesłał list poparcia i odwiedził osobiście Zagłębie Śląsko-Dąbrowskie, a nawet wziął udział w uroczystości otwarcia tamtejszego Centrum Handlowego ItalmarCa. Poza promocją Wałęsy, biznesmen aktywnie wspierał finansowo kampanię wyborczą co najmniej czternastu posłów AWS i trzech z SLD. W polityczną karierę znajomych zainwestował 2 miliony zł.

Rok 1997 przyniósł Markowi Kolasińskiemu mandat posła z ramienia Akcji Wyborczej Solidarność. Pomimo formalnego zbycia swych udziałów, nadal prowadził jednak interesy za pośrednictwem dawnych spółek. Wielu pracowników ItalmarCi twierdziło też, że Janusz Tomaszewski, późniejszy wicepremier, korzystał z ich firmowej Lancii. Polityk wypiera się jednak tej zażyłości, łączonej przez prasę ze sprzedażą Zakładów Przemysłu Wełnianego Konstilana. Choć przedsiębiorstwo wyceniono pierwotnie na 12 milionów zł, ItalmarCa nabyła je za połowę tej ceny. Kolasiński zakupił też w dobrej cenie pojazd należący wcześniej do Nikosia, trójmiejskiego szefa grup samochodowych. Prokuratura prowadziła dochodzenie w sprawie innych pojazdów użytkowanych przez ItalmarCę. Część z nich miała przebite numery silników, co oczywiście wskazywało na przestępcze źródło ich pochodzenia. Postępowania karne umorzono. Ewolucję i rozwój przedsiębiorstwa zapewnić miała współpraca z senatorem G.. Wykupił on udziały podmiotu za ułamek ich nominalnej wartości. Transakcję sfinansowała pożyczka udzielona przez pruszkowskich gangsterów, Pershinga i Masę. Podobno nowy nabytek, tak jak Konstilana, służyć miał im za pralnię brudnych pieniędzy.

W 1996 roku na kilka dni zniesione zostało cło na zboże. Specjalnie na tę chwilę przy polskiej granicy oczekiwały już kontenery wypełnione milionem ton ziarna, kupionego za bezcen w Uzbekistanie. Gdy tylko luka prawna zaczęła obowiązywać, wagony wraz z ładunkiem wjechały do kraju. Zaraz po tym, cło powróciło do stanu sprzed kontrowersyjnego importu. Organizatorami przedsięwzięcia okazali się biznesmeni Andrzej Kuna, Aleksander Żagiel i rosyjski oficer wywiadu Władimir Ałganow. Śledztwo w sprawie wszczęto w 1997 roku. Zatrzymano wówczas jednego z wymienionych przedsiębiorców, lecz ten zdarzeniem wcale się nie przejął. Wyraźnie rozbawiony przekazał śledczemu, iż wkrótce obaj zostaną zwolnieni. Tak się też stało. Kuna opuścił areszt, policjanta zdegradowano. Bardzo szybko zwolniono też urzędników zainteresowanych wyjaśnieniem zbożowego importu. Śledztwo umorzono.

Podobne manewry przy handlu międzynarodowym zdarzały się w przeszłości wielokrotnie. W 1995 roku ujawniono aferę z fikcyjnym eksportem blachy okrętowej zakupionej od Huty Częstochowa. Surowiec miast trafić na Daleki Wschód, docelowo został przetransportowany do Stoczni Szczecińskiej. Na różnicy cen, pomiędzy obowiązującą dla eksportu a obrotem na rynku krajowym, Kuna zarobił 200 tys. zł. Nie sposób oszacować, ile podobnych przypadków nie zostało nigdy ujawnionych.

Druga fala

Na wiosnę 1999 r. skontaktował się ze mną Aleksander G.. Powiedział, że chce otworzyć strefę wolnocłową, że nam to będzie pasowało, bo skupimy w swoich rękach cały handel papierosami w Polsce. […] G. wiedział od G. i M., że podatek akcyzowy ma się zwiększyć za kilka miesięcy. Powiedział, że jeżeli uruchomimy tę firmę, to w pierwszym kwartale 1999 r. oddamy do skarbu państwa miliard nowych złotych. Chodziło mu o zobrazowanie dochodów, jakie będzie uzyskiwać firma. […] Plan zakładał otwarcie firmy, która miała zajmować się sprzedażą papierosów bez akcyzy w strefie wolnocłowej w Słubicach. W skład rady nadzorczej miały wchodzić po cztery osoby wytypowane przez nas i G. Ja i Pershing mieliśmy włożyć w firmę po milionie dolarów, a G. dawał firmę i wiedzę na temat interesów. Firma nazywała się Italmarka. G. obiecywał mi, że mogą mnie chronić żołnierze z jednostki GROM. – zeznanie świadka koronnego Jarosława Sokołowskiego, październik 2001 r.

Ze strony G. udziałowcami mieli być on, G. [znany polityk prawicowy, były wicepremier i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych – przyp. aut.], M. [współtwórca reformy polskiego systemu podatkowego i ustaw podatkowych, wiceminister finansów w rządach m.in. SLD-PSL], i w niewielkiej części generał P. [dowódca J.W. GROM] i jakiś pułkownik z WSI. Przynajmniej tak mówił G.. Z naszej strony ja i Pershing. Potem na mały procent weszli także Krzysiek „Kręcony” i D. […] – protokół przesłuchania podejrzanego Jarosława Sokołowskiego z dnia 10 czerwca 2000 r.

Na kilka dni przed wygaśnięciem mandatu poselskiego, Marek Kolasiński, korzystając z paszportu dyplomatycznego, opuścił terytorium Polski. W aresztach przebywali już wtedy konkubina posła, jego brat oraz syn. Zatrzymano także G. Jak ustalono w czasie śledztwa, przedsiębiorcy pozostawali w stałej kooperacji z członkami „Zarządu” grupy pruszkowskiej. Uczestniczyć mieli w procederze wyłudzania na ogromną skalę zwrotu podatku VAT i w oszustwach kredytowych. Obaj byli też zadłużeni u stołecznych gangsterów. Były poseł AWS ukrywał się przez pewien czas w Czechach, skąd próbował zbiec do Austrii. Zamiary te zniweczyli, za zgodą czeskiego MSW, policjanci Centralnego Biura Śledczego. W lutym 2002 roku Kolasiński został zatrzymany na Słowacji, skąd trafił do katowickiego aresztu. Po trwającym dwa lata procesie, skazany został przez sąd pierwszej instancji na karę 9 lat więzienia i milion zł grzywny. Oskarżony został uznany winnym wyłudzenia łącznie 40 milionów zł kredytów i nienależnego zwrotu podatku.

W tym czasie byłego senatora obciążał już wyrok 3 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności oraz 6 tys. zł grzywny, za przywłaszczenie czeków i dzieł sztuki należących do spółki Art–B. W 1992 roku Aleksander G. został na krótko prezesem rzeczonego podmiotu, gdy jego udziałowcy, Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski, zbiegli do Izraela. Wszczęte wtedy śledztwo wykazało przywłaszczenie majątku o wartości 1,8 miliona zł. Wysunięcie oskarżenia uniemożliwiał jednak senatorski immunitet G. Zarzuty przedstawiono mu dopiero wtedy, gdy kadencja dobiegła końca. Kolejny wyrok, tym razem 8 lat pozbawienia wolności i 75 tys. zł grzywny, wymierzył sąd w Słubicach, za wyłudzenie, w związku z fikcyjnym eksportem papierosów, nienależnego zwrotu podatku VAT w wysokości prawie 10 milionów zł oraz za korumpowanie celników. Prawomocnym wyrokiem gorzowskiego sądu okręgowego, rozpatrującego apelację, kara została obniżona do 5 lat więzienia, jednocześnie potwierdzając winę w zakresie założenia oraz kierowania własną grupą przestępczą, a także kontakty byłego senatora z Pershingiem i Masą, ale nie członkostwo w gangu pruszkowskim. Jak uznano, gangsterzy byli traktowani przez niego jedynie jako inwestorzy.

Nocą, 23 marca 2000 roku, Ireneusz Sekuła został raniony kulami z własnego rewolweru. Trzy rany postrzałowe (uszkodzona śledziona i przewód pokarmowy, lewa cześć opłucnej, lewy bark) doprowadziły do powolnej śmierci ofiary. Po sześciu tygodniach polityk zmarł w szpitalu. Na miejscu znaleziono sporządzony na komputerze list pożegnalny, wskazujący na zamach samobójczy. W okolicy biura firmy Prodexim przy ul. Brackiej w Warszawie, gdzie zdarzenie miało miejsce, widziano jednak tego wieczoru dwóch gangsterów należących do czołówki pruszkowskiego półświatka – Maliznę i jego syna.

Sekuła całe życie poświęcił działalności politycznej. W swej karierze pełnił funkcje m.in. wicepremiera, prezesa Głównego Urzędu Ceł oraz posła z listy SLD. Działał w PZPR i harcerstwie, gdzie dosłużył się najwyższego stopnia Harcmistrza Polski Ludowej. W III RP rozszerzył wachlarz zainteresowań o biznes i wielkie pieniądze. Po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu, w których uczestniczył jako przedstawiciel strony rządowej w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej, Sekuła zaangażował się w handel międzynarodowy. Prowadzone na szeroką skalę interesy, m.in. z Japonią, Turcją, Afganistanem, czynią biznesmena w oczach opinii publicznej jednym z najbogatszych Polaków. Po objęciu władzy przez SLD w 1993 roku, polityk został mianowany prezesem Głównego Urzędu Ceł. Pierwszą inspekcję zachodnich granic odbył wraz z G., a nawet jego limuzyną. Obaj mieli nowe plany na „ukrócenie” przemytu alkoholu. Transporty ze spirytusem miały być wwożone do kraju koleją, dla której specjalne wagony zostałyby wyprodukowane przez firmy G. Urzeczywistnienie projektu oznaczałaby, podobnie jak kilka lat wcześniej miało to miejsce z przygranicznymi kantorami, pełną monopolizację rynku alkoholowego. Zarówno legalnego, jak i przemytu. Zyski osób kontrolujących taki proceder każdego roku sięgałyby wielu miliardów nowych złotych. Zamiarów tych nie udało się zrealizować.

W listopadzie 1996 roku uchylono immunitet poselski byłego już prezesa GUC. Prokuratura wysunęła oskarżenie o działanie na szkodę Głównego Urzędu Ceł i spółki Polnippon, której Sekuła był udziałowcem i prezesem. Sprawy nie zdążono jednak zakończyć prawomocnym orzeczeniem. Przez lata akta leżały nietknięte. Podobno w zgromadzonych materiałach przewijały się znane nazwiska, a działalność Sekuły umożliwiała bogacenie dawnym partyjnym towarzyszom. Zatrzymani przez policję członkowie gangu włamywaczy, tzw. Karatecy, ujawnili dalsze, nieznane dotąd szczegóły stanu finansów polityka. Kilka lat wcześniej, złodzieje okraść mieli dom należący do Wiesława Peciaka pseud. Wicek. W jego sejfie rzekomo odnaleźli dokumentację potwierdzającą wierzytelności spółki Art–B oraz pełnomocnictwa do windykacji tych długów. Wśród nich znajdowały się również materiały obciążające Sekułę, a opiewające na kwoty rzędu miliona dolarów. Na początku lat dziewięćdziesiątych ujawniono, iż polityk za symboliczną kwotę odkupił mieszkanie o powierzchni 132 metrów kwadratowych w prestiżowej warszawskiej Alei Róż. Lokal należał wcześniej do premiera Cyrankiewicza, natomiast dwa lata później został sprzedany Bogusławowi Bagsikowi z Art–B. Następnie, zameldowano w nim Wiesława Peciaka, współpracownika Andrzeja Kolikowskiego. Zarówno Bagsik jak i Pershing byli bliskimi znajomymi Sekuły. Prawdopodobnie mieszkanie w Alei Róż przekazano właśnie za długi. Wiadomo też, że Pershing miał wyegzekwować spłatę reszty zadłużenia, lecz z uwagi na współpracę z Sekułą miały to być negocjacje pozbawione elementu przemocy. Po śmierci Kolikowskiego zwrotu, wraz z odsetkami już dwóch milionów dolarów, stanowczo zażądali członkowie „Zarządu” – Bolo i Słowik. Przed wątpliwie samobójczą śmiercią, Sekuła rozpaczliwie próbował pożyczyć dużą sumę pieniędzy, obawiał się o życie. Zdjęcia ran postrzałowych zmarłego oraz listy pożegnalne zaginęły w trakcie śledztwa, zaniedbano zabezpieczenie śladów kryminalistycznych. Wdowa po wicepremierze zrzekła się spadku i wystąpiła o policyjną ochronę.

 

Całość w książce: Objawy Mafii – Dokumentacja III RP (autor: Kazimierz Turaliński, Wydawnictwo: Artefakt.edu.pl).

 

Kazimierz Turaliński

4 września 2018 r.

 

1 W latach 1969-1989 Ireneusz Sekuła pozostawał czynnym wywiadowcą wojskowego Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego – tajnej struktury funkcjonującej w ramach Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, bliźniaczej względem struktur obecnych w Armii Czerwonej oraz w formacjach wojskowych innych państw bloku wschodniego. Grupy wywiadu operacyjnego, poza pozyskiwaniem informacji w czasie pokoju, przeznaczone były do infiltracji państw zachodnich poprzedzającej atak wojsk Układu Warszawskiego oraz do pracy agenturalnej w teatrze wojennym na tyłach wroga. W latach 1970 i 1973 Sekuła odbył pod fałszywymi personaliami szkolenia wojskowe i wywiadowcze, po czym realizował czynności na terenie Włoch i Finlandii.

2 Były szef ochrony Aleksandra Kwaśniewskiego, a następnie doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa. Odpowiadał z ramienia Polski za koordynację przerzutu kilkudziesięciu tysięcy Żydów z ZSRR do Izraela (operacja MOST). Wcześniej przeszedł w Izraelu specjalistyczne szkolenia z zakresu bezpieczeństwa. Przez cztery kadencje poseł na Sejm RP, w tym trzykrotnie wybrany z list SLD.

3 Dawna centrala handlu zagranicznego przemysłu zbrojeniowego, specjalizująca się m.in. w eksporcie broni pancernej. W latach PRL-u uprzywilejowana możliwością prowadzenia obrotu gospodarczego z podmiotami zagranicznymi w walutach wymienialnych. Jako przedsiębiorstwo strategiczne podlegała szczególnemu nadzorowi Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW) oraz innych służb specjalnych.

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Jerozolimskie 85 lok. 21
02-001 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria
  TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Jana Kochanowskiego 18/9
40-035 Katowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego:

 

x