Blog

Rewolucja w szpiegostwie przemysłowym – jak bez ryzyka przejąć najlepszy biznes?

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Całe moje zawodowe życie zajmuję się wywiadem gospodarczym, wiem jakie informacje są dla klientów szczególnie cenne, wiem też gdzie przebiega granica między uczciwą analizą konkurencyjną rynku a szpiegostwem przemysłowym. Czyny nieuczciwej konkurencji, obejmujące również szpiegostwo przemysłowe, często oparte są na nielegalnym pozyskiwaniu danych stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. Ogólnie ujmując, tajemnica ta to informacje niedostępne publicznie i nieudostępniane dobrowolnie przez przedsiębiorcę (chronione), decydujące o jego sukcesie rynkowym lub bankructwie. Większość przedsiębiorców poświęciło całe życie na wypracowanie optymalnego modelu biznesu, który planują przekazać następnym pokoleniom. Ten modelowy biznes-plan obejmuje takie informacje jak najlepsza dla niego lokalizacja punktu handlowego, struktura oferty, optymalna marża (czyli ważny element cenotwórczy końcowego produktu), kombinacje cenowe różnych elementów oferty (stałe i sezonowe) czy nawet godziny działania przedsiębiorstwa.

Większość tych danych każdy z nas może zgromadzić samodzielnie, wystarczy poświęcić kilka tygodni lub miesięcy życia by obejść wszystkie sklepy w okolicy, spisać ich oferty, ceny, a później niczym policjanci z Miami posiedzieć w samochodzie na parkingu i odnotować, ilu klientów w których godzinach do środka wchodzi, ilu wychodzi z zakupami i w miarę możliwości podpatrzeć co tam wynoszą w reklamówkach. Proste, prawda? Problem pojawia się jednak, gdy nie posiadamy ani nadmiaru czasu, ani zdolności bilokacji, gdyż zarówno ceny towarów i sług sprzedawanych detalicznie, jak i popyt, nie są stałe.

Aby opracować stabilny model obejmujący stale aktualizowane dane w dłuższej perspektywie czasowej, bez czego realna ocena rentowności danej działalności jest niemożliwa, konieczne byłoby ciągłe monitorowanie od kilkudziesięciu do kilkuset podmiotów gospodarczych na danym terenie, a nawet wtedy pozyskane informacje byłyby niepełne, w dużej mierze jedynie szacowane (co konkretnie Kowalski wyniósł w reklamówce z Żabki? Czy to flaszka wódki, czy może sok pomidorowy?). Aby ocenić, który podmiot i na czym uzyskuje największą rentowność trzeba byłoby by zatrudnić armię szpiegów, co jest oczywiście nieopłacalne. Nawet przeprowadzanie szczegółowych kontroli przez skarbówkę nie da szybko potrzebnych informacji i będzie niewiele mniej czasochłonne.

Stąd coraz większa popularność Big Data. Pod tym terminem mieszczą się duże, zmienne i różnorodne zbiory danych, których przetwarzanie i analiza są trudne, ale bardzo pomocne przy prognozowaniu powodzenia danego biznesplanu lub inwestycji. Sęk w tym, że te legalnie dostępne nie są zwykle dostatecznie szczegółowe i możliwe do imiennego przypisania, a do tego rzadko są wykorzystywane w skali mikro. A mikro przedsiębiorca i mały przedsiębiorca również mają swoje legalne tajemnice, których ujawnienie pośle ich na bruk. O nich jednak nikt już od dawna nie dba, a kolejnym etapem jawnego skoku na ich pieniądze są obecnie wprowadzane w Polsce przepisy o kasach fiskalnych on-line.

Tak drodzy Państwo, te pozornie nieistotne dane to wytrych do usunięcia z rynku wszystkich przedsiębiorców, który są w swoim fachu zbyt dobrzy, a odebrane tajemnice handlowe w praktyce trafią do każdego zainteresowanego nimi radnego, posła czy działacza politycznego (oczywiście związanego z rządzącą w danym czasie opcję polityczną) ale też i... każdego stażysty skierowanego do Urzędu Skarbowego w celu pilnej nauki kserowania papierów i robienia przełożonym kawy. Na tym nie koniec. W praktyce bowiem jedynie kwestią daty jest wyciek tych wszystkich danych, które trafią wtedy do internetu w wyniku błędu systemu teleinformatycznego, dziury w oprogramowaniu, ataku hakerów, kreatywnego wirusa, spisku polskiego Snowdena, rosyjskich sabotażystów, terrorystów lub fraudowskiej pomyłki Pani Jadzi która zamiast escape wciśnie enter...

Każdy może zobaczyć, że Kowalskiemu dobrze się wiedzie odkąd zainwestował w osiedlowy handel detaliczny i otworzyć podobny sklep, ale jeśli wiadomo co konkretnie w jakich ilościach i za jaką cenę i z jaką częstotliwością i w kombinacjach z jakimi innymi produktami jest u Kowalskiego sprzedawane, to mamy gotowy przepis na biznes bez ryzyka - oparty o kradzież cudzego know-how. Wiele sieci handlowych byłoby gotowych zapłacić dziesiątki milionów zł za wyciek tak szczegółowych danych na temat ich konkurentów, wiele osób prywatnych chętnie przejęłoby osiedlową żyłę złota. O zgromadzenie możliwe szczegółowych danych użytecznych na cele biznesowe (udostępnianych jednak dobrowolnie) od wielu lat zabiegają giganci tacy jak Facebook, gdyż dzięki niemu mogą faktycznie kontrolować globalny handel i drogo oferować profilowane usługi marketingowe odwracające trendy rynkowe – jest to jednak zupełnie inna (niższa) liga, która nie może się równać z centralnym rejestrem faktur i paragonów fiskalnych.

Co może ujawnić włamanie do systemów teleinformatycznych i upublicznienie danych, albo ewentualnie powierzenie ich jakiejś sejmowej komisji śledczej, która następnie będzie rozdawać przypadkowym osobom dyski z tak newralgiczną zawartością? Wystarczy parę przykładów:

  1. ujawnienie obrotów oraz struktury sprzedawanych produktów w konkretnym punkcie handlowym z konkretnymi cenami produktów w określonym (co do sekundy) przedziale czasowym, dzięki czemu wytypowanie optymalnych do przejęcia (skopiowania biznesplanu i wyeliminowania z rynku lokalnego) podmiotów działających w skali mikro i makro będzie prostsze niż kiedykolwiek w historii,

  2. ujawnienie szczegółów transakcji podmiotów niezobowiązanych do publikacji sprawozdań finansowych (od fryzjerek, po prawników na CEIDG),

  3. ujawnienie szczegółów czasu dokonywania określonych transakcji i ich kwot, co może ujawniać tajemnicę prawem chronioną (opłaty u lekarza – tajemnica lekarska, opłaty u adwokata – tajemnica adwokacka itp.),

  4. ujawnienie jakich kwot można spodziewać się w danych dniach i godzinach w kasie.

Oczywiście, dzisiaj też kontrolerzy ze skarbówki mają wgląd w nasze rozliczenia podatkowe, ale są to suche, zbiorcze dane liczbowe. Aby poznać szczegóły naszych transakcji muszą przeprowadzić kontrolę, przejrzeć dokładnie paragony (czasem dziesiątki tysięcy rolek – komu się chce?), policzyć, pomyśleć, opracować model wskazujący optymalną wypadkową cen, lokalizacji i czasu transakcji, co przekracza zazwyczaj ich zdolności. Trudno też tak po kolei prześwietlić wszystkie sklepy spożywcze np. w Radomiu aby ustalić, że pieniądz tkwi w burakach i marchewce sprzedawanych od godz. 8 rano do 11 w obrębie Prędocinka. Ale jeśli dysponujemy dokładnie uporządkowanymi danymi w formie elektronicznej, w dodatku spływającymi w czasie rzeczywistym, to nie trzeba już niczego sprawdzać. Program sam wyliczy, gdzie konkretnie warto otworzyć konkurencję i w jakiej branży, w których godzinach ma być ona otwarta i jakie konkretnie produkty sprzedawać za jaką cenę, a najlepiej 10 gr. taniej (nim dotychczasowy lider nie zbankrutuje). Długoterminowa obserwacja każdego spożywczaka była nierealna i niemożliwa do zastosowania w skali mikro, ale od teraz oszustwa na szkodę małych przedsiębiorców będą standardem, a żadne zapewnienia rządu tego nie zmienią (warto przypomnieć, że premier Morawiecki też był pewny poufnego charakteru rozmowy, równie poufnie nagranej przez gang kelnerów...).

Zafundowane nam przez rząd Mateusza Morawieckiego kasy fiskalne on-line to wspaniałe rozwinięcie programu „rodzina na swoim”. Od dziś każda żona radnego, posła czy senatora, która nie będzie miała pomysłu na siebie, po prostu pozyska poprzez męża „zanonimizowane” informacje dla swojej okolicy i otworzy własną działalność skopiowaną z pominięciem reguł gry rynkowej, bez ryzyka gospodarczego i bez ponoszenia kosztów wieloletniego gromadzenia know-how oraz doświadczenia kupieckiego. Po co się męczyć, skoro można bez uczenia się na błędach po prostu kopiować wypracowane przez dekady rozwiązania? Kradzież tajemnicy handlowej to wcale nie jest niegroźne „cwaniactwo”. To obdzieranie ludzi z dorobku ich życia wypracowanego często kilkudziesięcioletnim zdobywaniem lokalnego rynku i wielokrotnym traceniem dużych pieniędzy na sprawdzanie w praktyce, co klient jest skłonny kupić i za ile. Spływ tak szczegółowych danych i tym samym lekkie ich udostępnienie dziesiątkom tysięcy urzędników to dowód na pogardę do uczciwych przedsiębiorców. Nie pierwszy zresztą ze strony rządzącej obecnie socjalistycznej prawicy.

Zwalczanie przestępczości skarbowej jest ważne i to bardzo, ale zawsze wprowadzając lekarstwo trzeba sprawdzić jego skutki uboczne. Jeśli leczymy katar prątkami gruźlicy, to znaczy, że ktoś wcale nie chce, żebyśmy żyli długo i szczęśliwie. Tajemnica handlowa nie bez powodu podlegała od zawsze ochronie prawa karnego a kradzież szczegółowych danych dotyczących struktury transakcji podmiotu gospodarczego wszystkie cywilizowane państwa świata uznają za poważne przestępstwo. Niestety, ktoś na górze zauważył, że wolność gospodarcza „plebsu” zaszła za daleko i trzeba te prywatne inicjatywy ukrócić.

Paragony on-line to właśnie wielki wytrych do pełnego profilowania całej polskiej gospodarki – od skali mikro po makro. Kto ma dane (szczegółowe co do grosza, dokładne co do sekundy transakcji!), ten rządzi i jest bardzo bogaty, gdyż swoje operacje handlowe realizuje w oparciu wyliczenia przeprowadzone kosztem prywatnego kapitału zainwestowanego w mniej lub bardziej udane projekty milionów ludzi. Tego nie można przecenić. To element który na zawsze zmienia reguły gry rynkowej – od sprzedaży detalicznej, przez podaż hurtową, od handlu ubraniami i produktami spożywczymi po gastronomię, usługi medyczne i wielkie sieci handlowe. Dziś wchodząc z inwestycją na rynek wszyscy ryzykujemy, gdyż wartości matematyczne stanowiące podbudowę każdego biznesplanu szacujemy, ale nagle szanse przestaną być równe, gdy część naszej konkurencji już nie będzie „szacować”, ona będzie dokładnie „wiedzieć”. Politycy wprowadzający tak potężne centralne kontrolowanie wszelkich transakcji liczą na własne profity, ale nie zauważają, że tak jak łatwo dane zgromadzą, tak łatwo mogą one wypłynąć a skutki tego będą katastrofalne dla całej krajowej gospodarki.

To nie jest uczciwa cena za prognozowane złapanie raz na miesiąc fryzjerki, która nie wystawiła swojej koleżance paragonu za przycięcie grzywki. Samo takie umotywowanie projektu totalnej inwigilacji gospodarki jest kłamstwem trafiającym tylko do niewykształconego elektoratu. Bo jak niby brak odnotowania paragonu w rejestrze ma włączyć urzędnikowi skarbówki „czerwoną lampkę”? Czy niby w tych nowych kasach fiskalnych montowane są też kamery? ;) A może zastosowana zostanie instytucja określania „na oko” podatku z domniemaniem winy przedsiębiorcy, na zasadzie: we wtorek miesiąc temu obywatel sprzedał 3 lemoniady, a teraz rzekomo tylko 2 lemoniady, to znaczy że za trzecią pieniądze ukradł a więc teraz musi dopłacić podatek i to koniecznie z grzywną...

 

Kazimierz Turaliński

2 maja 2019 r.

 

Komentarze Kazimierza Turalińskiego

Komentarze do aktualnych wydarzeń politycznych, głośnych lub przemilczanych przestępstw oraz zmian w prawie i gospodarce. Zabarwione światopoglądowo ale niezwiązane trwale z żadną partią polityczną, nielojalne nikomu ani niczemu za wyjątkiem sumienia.

Wydawnictwo Artefakt.edu.pl

Kontakt w sprawie wydawnictw książkowych:

  Wydawnictwo prawno-ekonomiczne
  ARTEFAKT.edu.pl sp. z o.o.

adres e-mail: biuro@artefakt.edu.pl

tel. kom. 537-271-291
tel.(22) 270-10-75
fax (22) 257-82-32

adres korespondencyjny:
Al. Jerozolimskie 85 lok. 21
02-001 Warszawa

Kancelaria TALIONIS

Kontakt w sprawie usług prawno-ekonomicznych:

  Kancelaria
  TALIONIS

adres e-mail: biuro@kancelariatalionis.pl

tel. (32) 431 07 43
fax (32) 431 07 47

adres biura:
ul. Sądowa 7
41-605 Świętochłowice

adres korespondencyjny i rejestrowy:
ul. Św. Jana 11/4
40-012 Katowice

Słowo do klientów

Podobno zawsze wybierać trzeba mniejsze zło, a większe… zachowywać na czarną godzinę. Ja uważam, że z każdej sytuacji jest dobre wyjście, sęk tylko w tym, by szukając do niego drogi nie zabłądzić jeszcze bardziej. Jeśli masz kłopot i nie znajdziesz jego rozwiązania w moich publikacjach – napisz. Spróbuję Ci pomóc w jego rozwiązaniu lub zminimalizuję jego skutki. Wraz z moimi współpracownikami - głównie byłymi funkcjonariuszami służb państwowych - zapewnić mogę profesjonalną obsługę problemów z zakresu bezpieczeństwa biznesu, nie wykluczając spraw związanych z przestępczością zorganizowaną lub międzynarodową, czy wykrywaniem sprawców poważnych zbrodni - w tym zabójstw.

Kazimierz Turaliński

 




Więcej na poruszone tematy przeczytać możesz w książkach autorstwa Kazimierza Turalińskiego dostępnych w Wydawnictwie Prawno-Ekonomicznym Artefakt.edu.pl:

 

x